Uncategorized

Powitanie

352
0

Cześć.
Historia, którą Wam opowiem wydarzyła się kilka lat temu. Dla mnie ten przypadek to czysta lekcja pokory, cierpliwości i przede wszystkim wytrwałości dążeniu do celu. To przykład na to, że aby znajdować rozwiązania trzeba ze sobą rozmawiać.

Pan X, był już wtedy doświadczonym rolnikiem i biznesmenem. Swoją ciężką pracą dorobił się majątku i osiągnął stabilizację. Jedną z jego działalności była odchowalnia kurek niosek. (To znaczy, że kupował pisklęta i zajmował się nimi do ok 18 tyg, kiedy zaczynały znosić jaja). Bardzo ważne jest to, że była to już produkcja masowa. W odchowalni Pana X znajdowało się ponad 40’000 sztuk kurcząt. Pan X posiadał najnowocześniejszy sprzęt, dzięki któremu komputerowo sterował dozowanie ilości wody i paszy dla kurek. Miał wielkie wentylatory odpowiedzialne za temperaturę i wilgotność. Pełna technologia.
Pan X był również świetnie zabezpieczony. Posiadał alarm na wypadek braku prądu, agregat w celu ciągłości pracy jego odchowalni, do tego nowe ogrodzenie i umowę z agencją ochrony. A tak dla przezorności – 2 piękne amstafy biegające luzem po godzinie 22:00.
To był piątek. Pan X wrócił z targów rolniczych w Hiszpanii, miał głowę pełną pomysłów na kolejne inwestycje. Tradycyjnie, po południu zrobił obchód gospodarstwa, odwiedził każdy kąt. Upewnił się że w czasie jego nieobecności nic się nie działo. Mógł spokojnie iść do domu i spędzić czas z rodziną.
Po kolacji poszedł spać. Nic nie zwiastowało problemów. Tylko psy strasznie szczekały. Nie chciały się uspokoić…

Rano jak zwykle poszedł pierwszy do kurnika sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Widok jaki zastał powalił go na kolana. Dostał nagłej palpitacji serca i osunął się na sterownik. Nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Wszystkie kurki leżały martwe. 40’000 kur udusiło się tej nocy…
– Jak to możliwe?!
– Czemu systemy zawiodły?
– Przecież mam agregaty? Dlaczego nie zadziałał alarm ?

Pytania bez odpowiedzi mnożyły się w jego głowie w ułamku sekundy. Lament i płacz rodziny nie pomagał mu racjonalnie myśleć. Pracownicy stali zszokowani i bezradni czekając na decyzje szefa.

Gdy Pan X nieco doszedł do siebie zaczął działać. Telefonował do producenta wentylatorów, alarmu, do serwisantów, do agencji ochrony. Szukał przyczyny tej sytuacji. Wszystko wskazywało na to, ze wentylatory przestały działać. Tylko czemu alarm się nie włączył? Czemu nic nie zauważono w domu. Prąd przecież działał. Jego syn grał w gry do około 2 w nocy, żona włączyła pralkę a telewizor działał cały czas…

Jeszcze w sobotę poznał przyczynę tej tragedii. Był to spadek napięcia prądu z 220 V do 100V. Spowodowało to zaprzestanie pracy wentylatorów, ale nie włączyło alarmu. Nasz klient nie przypuszczał, że do czegoś takiego może dojść. Zabezpieczył się na wielu frontach. A jednak.. Straty wyniosły około 300 tysięcy złotych.

Pan X zadzwonił do swojego agenta, u którego ubezpieczył całe gospodarstwo. Niestety… Okazało się, jego kurki nie były ubezpieczone od padnięcia. Gdyby była silna wichura, pożar czy trzęsienie ziemi – to co innego. Wtedy ubezpieczenie by zadziałało. Ale w tym przypadku ochrony nie było…

Nikt nie umiał pomóc Panu X, ani znaleźć wyjścia z sytuacji. Klient zrozumiał ze został z problemem zupełnie sam.
Wielki szok, żal po stracie i gniew zaczęły targać Panem X. Przecież żeby zachować płynność pracy gospodarstwa musi zakupić nowe kurki, musi wziąć kredyt. Ta tragedia mocno zachwiała całym biznesem Pana X.
Ktoś doradził mu, żeby porozmawiał z moim Tatą. Spotkali się i Pan X opowiedział Tacie całe zajście. Tata potrzebował czasu na przemyślenie sytuacji. Po kilku dniach wpadł na pomysł jak pomóc rolnikowi. Należało znaleźć biegłego, który stwierdzi fachowo zmniejszenie napięcia prądu, a potem świadka, który też odczuł ten spadek napięcia. Niby proste, ale… Znalezienie odpowiedniego biegłego zajęło mojemu tacie ponad miesiąc. Odnalazł go w małym miasteczku powiatowym oddalonym od gospodarstwa Pana X o ponad 150 km. Biegły wykazał, że winnym padnięcia kurek jest firma dostarczająca prąd.

Należało teraz odnaleźć świadka z okolicy Pana X. Ale jak? Tata rozmawiał chyba z każdym – w gminie, sklepach, w urzędach, nawet w kościele. Rozmawiał ze strażakami. Chodził po domach i pytał czy ktoś zauważył spadek napięcie w piątek wieczorem? Nikt nic nie zauważył. Telewizory działały, lampy się świeciły, lodówki chłodziły… Ludzie wtedy spali. Mijały kolejne tygodnie, gdy nagle tata wpadł na pomysł aby odwiedzić właściciela dyskoteki.
To był strzał w dziesiątkę. Właściciel dyskoteki również był tego wieczoru poszkodowany. Z powodu spadku napięcia prądu nie mógł uruchomić sprzętu nagłaśniającego i lamp w swojej dyskotece. Odwołał zabawę tego dnia.

Operat rzeczoznawcy i zeznania świadka były wystarczające aby wystąpić o odszkodowanie do firmy energetycznej. Dyrekcja tejże spółki, przekazała sprawę swojemu ubezpieczycielowi. I tak rozpoczęła się batalia o odszkodowanie z polisy OC firmy energetycznej.

Sprawa w sądzie trwała prawie 5 lat. W tym czasie należało opłacić wpis do sądu w wysokości 5% żądanego odszkodowania. Tą nie lada kwotę 11500 zł wpłacił mój tata. Czy możecie sobie wyobrazić jak mocno ta cała sytuacja zachwiała finansowo gospodarstwem i firmą Pan X? Był bez grosza. Żył na granicy bankructwa. Nie miał jak zapłacić wpisowego, bo zaciągnął kredyt na zakup kurek. Tata zaryzykował.

Sprawa zakończyła się wygraną. Pan X oprócz odszkodowania za śmierć kurek dostał 100’000 zł należnych odsetek. Wystarczyło na spłacenie kredytu i wyjście na prostą.

Na pewno domyślacie się, że to wydarzenie bardzo mocno związało Pana X z naszą firmą. Staliśmy się partnerami. Wiele lat ubezpieczaliśmy cały jego majątek i doradzaliśmy w doborze najpełniejszej ochrony dla jego rozwijającej się firmy i pracowników. To zaangażowanie, pomysłowość, wiedza i nieustępliwość mojego Taty sprawiły, że Pan X tak bardzo zaufał naszej firmie. W końcu po co ma się agenta, prawda ?